fbpx

Po co nam Mały Książę?

Gdy uczniowie pytają mnie, po co uczyć się polskiego… po co pisać… na co im się to w życiu przyda… już nie wiem, czy się pobłażliwie uśmiechnąć, westchnąć głęboko, czy z pokerową gębą i belferską emfazą wygłosić napuszoną frazę: „Bo język polski wielkim językiem jest!”.

Otóż, Moi Drodzy – po co pisać? Co nam daje pisanie i nauka „polaka”? Jakie korzyści? Najlepiej materialne!

Proszę bardzo, primo: pisanie listu z żądaniem okupu… I już mamy szybki hajsik.

Secundo: wniosek o podwyżkę, oryginalny tekst-petarda w korpo gwarantuje nam nawet kilka kafli…

Tertio: pytanie o milion w „Milionerach” – jak nazywał się pies Ignacego Rzeckiego? No i znowu rozbijamy bank!

Mam wymieniać dalej? Chwytliwe hasła reklamowe są na wagę złota…

Książki, audiobooki, teksty piosenek, skecze kabaretowe, stand-upy, scenariusze teatralne, filmowe. Przemówienia, kazania, konferencje. Mowy weselne i pogrzebowe. Wywiady z Waszymi ulubionymi followersami i mocarzami tego świata. Podania do urzędu/szkoły/pracy, wnioski o podłączenie prądu, gazu, zmniejszenie czynszu, podziękowania, życzenia, toasty… Sprawozdania i protokoły. Tam wszędzie jest język polski, tam fruwają polskie znaki diakrytyczne, błyszczą przymiotniki, szeleszczą głoski szumiące…

Można pisaniem zachwalać mydło, powidło, kropidło i biadolić, że coś zbrzydło.

Można wylewać na papier czy klawiaturę swoje skłębione myśli, ocalać od zapomnienia ekscytujące wydarzenia, opisywać czeluście kosmosu, a w ramach autoterapii – pierwsze zetknięcie ze śmiercią. Pisaniem można docierać do drugiego człeka, wwiercać się w niego, wgryzać w duszę, polemizować. Można podrywać, zaczepiać, nawiązywać poważne relacje damsko-męskie, inicjując rozmowę w bardziej wyszukany i intrygujący sposób niż do bólu klasyczne: „Hej, co słychać?”. Tudzież zrywać można z klasą…

A znajomość gramatyki, ortografii, interpunkcji…? Po cóż się tego uczyć?

Profesor Bralczyk podkreśla, że jednak istnieje różnica między sformułowaniem: „mieć długi” a „mieć długiego”. Dyskutować z takim autorytetem chyba się nie godzi.

Interpunkcja może uratować komuś życie, wszak brak przecinka w twierdzeniu: „Zjedzmy dzieci” brzmi jak zachęta do kanibalizmu.

Już słyszę ten chrzęst opadającej szczęki Waszego rozmówcy, gdy opowiadacie mu o Dostojewskim albo cytujecie Oscara Wilde’a.

Widzę jak momentalnie punktujecie u delikwenta, pęcznieje Wasze IQ, gdy podczas konwersacji używacie słów, takich jak „partycypować”, „dezynwoltura”, „prokrastynacja” czy „imponderabilia.”

Pamiętajcie, riposta jest Waszą tajemną bronią, a język polski wehikułem czasu… Tak, tak – wsiadacie w starożytności, wysiadacie we współczesności (jeśli w ogóle podekscytowanie pozwoli Wam kiedykolwiek wysiąść). Szybujecie po fascynujących przestrzeniach własnej wyobraźni, która – jak mawiał geniusz Einstein – ważniejsza jest od wiedzy.

Przed Wami cudowne językowe przygody, podróże na piórze, nieziemska satysfakcja i lot ku chmurom, ludziom, emocjom…

Po co uczyć się polskiego? Hmmm.

Anna Krzemińska-Sobczak